
Nigdy nie ukrywałam, że nie należę do grona fanów internetowych mądrości i nie raz rzuciłam małą uszczypliwość w kierunku tej tematyki. Oczywiście powodem mojego stanowiska nie jest zwykłe uprzedzenie, a raczej znudzenie niepraktycznością tychże porad. To, co razi mnie najbardziej to fakt, że wiele zawodowych bloggerek zatraciło kontakt z rzeczywistością i przedstawiając sposoby na udany poranek rzucają śniadaniami do łóżka... Nie oszukujmy się, niewielu z nas ma rano czas i chęć na urzędowanie w kuchni, tak więc królewska uczta ogranicza się do jabłka złapanego w locie tuż przed wyjściem z domu. Niestety poranny pośpiech nie tylko burzy naszą harmonię danej chwili, ale negatywnie wpływa na kolejne godziny. Nie możemy również zapomnieć, że długotrwały stres jest fatalny w skutkach dla naszego zdrowia...
Osobiście bardzo długo borykałam się z tragizmem poranków, które odbierały mi radość całej doby. Jednakże od dłuższego czasu moje nastawienie w tej kwestii uległo znacznej zmianie i początek dnia bywa naprawdę przyjemnym momentem. Ponad połowa sukcesu tkwi w naszej głowie czyli od tego jakimi myślami będziemy się karmić zależy to jak potoczy się nasz dzień. Pozostała jedna/druga to oczywiście sprytne lifehucki, które ograniczą nasz stres do minimum. Jeśli ja - naczelny maruda uporałam się z fatum poranka to znaczy, że każdy doskonale da sobie radę z tym wyzwaniem. Jednakże skoro sama przetarłam już nieco poranne szlaki pomyślałam, że warto podzielić się kilkoma dobrymi sposobami, które bardzo ułatwiły mi funkcjonowanie w granicach 6.00/7.00 nad ranem. Jednak zanim zaczniemy pragnę zaznaczyć iż nie pojawi się tu żadna nowatorska i zaskakująca metoda, wszystko to już kiedyś było, ale jak pisał wspaniały, dwudziestowiecznych coach Dale Carnegie, sukces tkwi w spojrzeniu na utarte schematy świeżym okiem, a nie ciągłym poszukiwaniu niemożliwego.
Jest jak jest, inaczej nie będzie
Bardzo często tragizm sytuacyjny ulokowany jest w naszym podejściu do sprawy. Czujemy się nieszczęśliwi, bo świat nie jest tak miękki i ciepły jak nasze łóżko, w związku z czym decydujemy się na marazm. Z perspektywy osoby, która pojęła nonsens podobnego myślenia powiem tak: ruszamy na uzbrojoną armię z drewnianym patykiem... Świat będzie wyglądał dokładnie tak jak wygląda bez względu na to czy wyrazimy zgodę i zaaprobujemy nieuniknioną kolej rzeczy. Jest jak jest i inaczej nie będzie, tak więc zamiast walczyć z wiatrakami i próbować zmieniać niemożliwe zajmijmy się czymś o wiele prostszym - metamorfozą naszego nastawienia. Większość z nas nie przepada za procesem wstawania, bo tak naprawdę nie czuje ekscytacji i chęci do działania - po prostu nie lubimy swojego trybu życia. Tu tak naprawdę istnieją dwie drogi: zmiana lub akceptacja. Być może nawet sami nie wiemy jak wielki wpływ ma nasza zgoda na tok życia i czasem diabeł tkwi w pracy/partnerze/mieszkaniu/tuszy itd. Wszystkie te elementy są częścią naszej codzienności i mamy prawo je zmienić. Jednak co jeśli z różnych powodów porzucenie negatywnego pierwiastka jest awykonalne? Pozostaje tylko akceptacja. Myślę, że idealnie sprawdzi się tu przykład szkoły. Osobiście nienawidzę tego elementu swojego życia jednakże jeśli chcę dotrzeć do celu muszę minąć tę pośrednią drogę. Skoro, więc wiem, że nie mam wpływu na zmianę sytuacji pozostaje mi przekształcenie swojego nastawienia. To w jakim nastroju wstanę z łóżka nie ma wpływu na fakt mojej niechęci do szkoły, po cóż w takim razie dodatkowo się katować i umacniać swoje niezadowolenie? Sceptyk powie, że nieszczęście jest następstwem niechęci do pewnych obszarów naszego życia - wiem, bo sama tak mawiałam, jednak jeśli przestaniemy patrzeć na nasz mózg tak bardzo wyniośle pojmiemy, że te na pozór głupiutkie metody naprawdę mogą na nas zadziałać.
Ogranicz czynności do minimum
Ponoć najnowsze badania wykazały, że najwłaściwszym momentem na wybudzenie jest dla naszego organizmu godzina 10:00. Niestety dla większości z nas spanie do tej pory jest rarytasem zarezerwowanym tylko na weekendy i na co dzień raczej witamy dzień razem ze wschodem słońca (zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym). Cóż więc zrobić aby ukraść chociażby dwadzieścia minut dodatkowego snu? Otóż moja rada brzmi banalnie: ogranicz czynności do koniecznego minimum. Prysznic możesz wziąć wieczorem, również lunch dobrze jest przygotować poprzedniego dnia, warto także sprawdzić prognozę pogody i przemyśleć strój na następny dzień jeszcze zanim zaśniemy. Porządek zdecydowanie skraca czas szykowanie się do wyjścia. Poszukiwania kluczy, portfela, ważnej teczki - nonsens, przecież możesz położyć wszystko w jednym miejscu i nad ranem bezproblemowo wrzucić potrzebne drobiazgi do torby. Fundowanie sobie stresu na dzień dobry to mało pozytywna wizja reszty doby.

Odpowiednia pula czasu
Pewnie niejednokrotnie zdarzyło Ci się biegać po domu łapiąc się za najistotniejsze czynności, a czas i tak gnał daleko przed Tobą... Sama uprawiałam poranny sprint średnio co drugi dzień, aż w końcu mnie olśniło - przygotowuję sobie zbyt mało czasu na wyszykowanie. Zdawać by się mogło, że 40-50 minut wystarczy aż nadto, ale nie w moim przypadku. Któregoś dnia postanowiłam, więc zmierzyć jak wiele czasu potrzebuję każdego ranka aby w spokojnym, wręcz wolnym tempie dobrnąć na metę. Okazało się, że mój życiowy rekord wynosi 80-90 minut (dwa razy tyle co przypuszczałam!). Nie staram się zminimalizować tego pułapu, wolę oddać te kilkanaście minut snu na rzecz spokojnego przebudzenia. Bardzo często rano jesteśmy nieobecni, na pewno nie raz zdarzyło Ci się stać dłuższą chwilę wgapiając się w przestrzeń i nie wiedząc co właściwie dalej zrobić, dlatego kilka dodatkowych minut doskonale wypełni lukę czasową, którą tworzymy swoją nieobecnością. Swoją drogą tu mam jeszcze jedną banalną radę: myśl o tym co robisz. Za często zdarzało mi się pakować książki jednocześnie zapominając co właściwie powinnam zabrać, dlatego ostatnim czasem nastawiam się na automatyczne myślenie o tym co w danym momencie robię, dzięki temu wszystko idzie mi znacznie szybciej, a ja zyskuję kilka minut dla siebie, które poświęcam na przegląd blogów czy fragment książki.
Dobry budzik to podstawa
Dla każdego inna metoda pobudki będzie tą najlepszą. Osobiście testowałam już wiele sposób na skuteczne przebudzenie, od zrywania się na równe nogi, po 40-sto minutowe drzemki w odległości pięciu minut. Obecnie wstaję bezproblemowo dzięki metodzie - telefon metr od łóżka. To zmusza mnie do szybkiego wstania jednak spokojna melodia nie przyprawia o nienawiść do świata. Agresywne alarmy wcale nie są skuteczniejsze od delikatnych tonacji, sukces tkwi w przestawieniu się z programu "Jeszcze pięć minut" na "Okej, wstaję aby nie biegać po domu spóźnioną/ym" Doskonałym sposobem na wyrzucenie własnej osoby z ciepłego, miękkiego łóżka jest szlafrok albo gruby sweter - coś, co nieco przedłuży nasz pobyt w krainie snów i ewolucyjnie przeprowadzi przez etap wstawiania bez zbędnego dygotania z zimna.
Dziesięć plus
Jeśli masz problem z natychmiastowym podniesieniem się z łóżka nastaw budzik 10 minut wcześniej i poświęć ten moment na spokojne rozbudzenie. Tu sprawdzi się zarówno przegląd ulubionych portali jak i medytacja. Wszystko zależy od tego co najlepiej na Ciebie zadziała. Dobrym pomysłem jest także spokojne wybudzenie bez konkretnego zajęcia, ot krótkie dosypianie ze świadomością że pobudka naprawdę nastąpi.

Oprzytomnij
Moment rozbudzenia jest o tyle trudny, że oczy same rwą się do spoczynku. Nie oszukujmy się, cudów nie ma i to właśnie te stare, dobre metody na lekkie orzeźwienie znów pomogą nam w powrocie do rzeczywistość. Otwórz okno, nawet jeśli na dworze panuje chłód, a następnie przemyj twarz chłodną wodą. Wiem, że zrobienie z siebie burito z koców i zamoczenie dłoni w gorącej wodzie brzmi znacznie lepiej o godzinie 6:00 rano, jednak w ten sposób tylko w zmorzymy tęsknotę za łóżkiem, a przecież nie taki jest cel.
Powitanie słońca
Od kilku miesięcy regularnie uprawiam jogę oraz strechning i powiem jedno - czuję się doskonale. Nie dość, że mój mózg cieszy się większą swobodą myśli to jeszcze samo ciało lepiej ze mną współpracuje. Od pewnego czasu każdego ranka poświęcam 10-15 minut na chwilę relaksu z jogą. Obecnie ułożyłam własną sekwencję, która pozwala mi złapać równowagę psychiczną oraz rozciągnąć zaspane ciało. Te kilka minut to moja mała świętość, prawdziwa ostoja w pędzącym świecie. Nie bez powodu pojęcie poranna gimnastyka istnieje w naszym słowniku od wielu, wielu lat. Te kilka minut dla naszego ciała naprawdę zaprocentuje. Siedzący tryb życia często skutkuje bólami kręgosłupa, sama nie raz nie wiedziałam gdzie usadowić się z książkami i notatkami, bo w każdej pozycji moje plecy dawały o sobie znać. Choć zabrzmi to jak fragment przeciętnej reklamy to odkąd uprawiam jogę mój kręgosłup umilkł - cudowne uczucie.
Przerwij negatywny monolog
Któregoś razu dostrzegłam coś naprawdę przerażającego... Ścieląc łóżko pozwoliłam siebie naprawdę wsłuchać się w swoje myśli i nagle spostrzegłem, że co rusz w mojej głowie pojawia się hasło: "Nie mam siły!", "Jestem zmęczona!", "Chcę odpocząć!", "Nie dam rady!". Na chwilę zatrzymałam się uświadamiając sobie jak głupi jest ten wewnętrzny monolog... Wmawiając sobie co rusz negatywne określenia zaczynamy w nie wierzyć, żyć według nich, karmić się nimi a co gorsza po prostu im się poddawać. Jeszcze w XIX przeprowadzono eksperyment wykazujący w jaki sposób mózg potrafi ustosunkować się do naszych myśli, dlatego kiedy powtarzamy non-stop o opanowującym nas zmęczeniu, stajemy się jeszcze bardziej wycieńczeni. Oczywiście nie namawiam nikogo do wmawiania sobie innej rzeczywistości i radości z powodu poniedziałku jednakże negatywny proces myślowy trzeba urwać. W jaki sposób? Najlepiej przez włącznie dobrego dla nas nagrania - może to być afirmacja, podcast, audiobook czy miła dla ucha muzyka. Ach, wiem że kusi Cię melancholijna melodia, a Don't worry be happy to raczej kiepski wybór na poranny marazm, dlatego proponuję spokojną składankę Spotify, w bazie portalu znajdziesz ich mnóstwo. Osobiście o poranku gorąco polecam: Your Favorite Coffeehouse, Soul Coffee, Sonday Morning oraz Indie Brounch.

Lekkie śniadanie
Swego czasu akcje pod hasłem Jedzmy śniadanie! zadomowiły się w wielu szkołach po tym jak przeprowadzone ankiety wykazały, że pierwszy posiłek zjadany jest dopiero późnym południem. Logicznym jest, że wielu z nas we wczesnych godzinach porannych ani myśli o zjedzeniu czegokolwiek. Sama nigdy nie czuję głodu i śniadanie zawsze było dla mnie drogą przez mękę. Jednakże nie muszę podkreślać jak negatywne w skutkach potrafi być wychodzenie z domu na pusty żołądek. Już dawno odeszliśmy od tradycyjnego pojęcia śniadanie i dziś stara, dobra kanapka posiada wiele zastępstw. Osobiście o poranku wybieram płatki, ale równie dobrze możemy postawić na owsiankę, jogurt, owoce itd. W Internecie nie brakuje stron z ciekawymi przepisami na pierwszy posiłek, wystarczy odrobina chęci,
Szerokiej drogi
Dobra podróż to podstawa. Bez względu na to w jaki sposób przemieszczamy się po mieście warto nieco umilić sobie ten proces. Obraz ludzi szczękających zębami na przystankach na pewno nie jest Wam obcy. Osobiście niejednokrotnie stałam na czele tego tłumu, aż w końcu uświadomiłam sobie własną głupotę. Nie marznę ze względu na mroźne powietrze, ale swoją nieracjonalność. Każdy z nas wie, że w okresie jesienno-zimowym należy ciepło się ubrać, ale niewielu z tej złotej zasady korzysta. Warstwy może nie są podstawą komfortu, ale zdecydowanie wygrywają z przeszywającym chłodem. Brzydki gruby sweter można zdjąć dojeżdżając do miejsca docelowego, a tym czasem nieco ociepli naszą podróż. Jadą samochodem często decydujemy się na przypadkową stację radiową. Ja zwykle stawiałam na Muzo.fm, ale prowadzący poranne wydanie są taaak strasznie irytujący, że ewidentnie zaburzają moją harmonię poranka. Dużo bardziej preferuję Radio Ram lub FRM Classic, które wpływają na mnie znacznie lepiej w tej nadal sennej aurze. Jeśli natomiast przemieszczam się autobusem zwykle przeglądam blogi, albo tworzę nowy wpis, co zdecydowanie odciąga moje myśli od szkoły i nadchodzących obowiązków.
A jak wygląda Twoja lista porannych „lifehucków”?





