HEJ, HO JECHALOBY SIE W BRNO
22:17
Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała, że właśnie rozpoczął się najwspanialszy okres w roku - wakacje. Dla mnie to już ostatnia, tradycyjnie rozumiana przerwa letnia gdyż za kilka miesięcy kończę liceum. Myślę, więc, że oficjalnie mogę o sobie mówić per maturzystka, co brzmi dumnie i przerażająco zarazem... Ale nie zamierzam się dziś nad tym rozwodzić, w końcu przede mną dwa miesiące cudownej laby, przepełnionej świetnymi wyjazdami. A skoro o wyjazdach mowa pomyślałam, że post inaugurujący wakacje na moim blogu powinien być właśnie relacją z podróży. Dlatego tym razem zabiorę Was na Morawy, a konkretnie do Brna.
Brno odwiedziłam pod koniec maja, ponieważ finał miesiąca zwieńczony został długim weekendem. Jak już wspomniałam miasto usytuowane jest na Morawach i mimo swych niewielkich rozmiarów uznane zostało za drugą co do wielkości miejscowość w Czechach (zaraz po Pradze). Z wizytą u naszego południowego sąsiada byłam raptem trzy razy, ale to wystarczyło bym mogła stwierdzić, że niespecjalnie przepadam za tymi rejonami.

Choć Polacy bardzo wysoko oceniają Czechów w rankingu na sympatie narodowe, ja mam nieco odmienne zdanie niż współrodacy. Nie od dziś wiadomo, że Czesi ciągle pamiętają nam rozbiór z 1938 i akcje, którą powtórzyliśmy równo trzydzieści lat później w Pradze. Osobiście nie do końca rozumiem wszelkie pretensje narodowe w jakich nadal są różne kraje (w tym Polska) ponieważ to co było dotyczy kompletnie nieaktulanych pokoleń. Cóż, trudno żebym przepraszała za grabieże pierwszych Piastów, a mnie ktoś za inne krzywdy narodowe. Tak, więc nie potrafię pojąć dlaczego wielu Czechów chłodno traktuje młodych Polaków. Do tej pory pamiętam opowieść nauczycielki historii o tym jak przed wycieczką ze szkoły, w której się uczę, zamknięto toaletę na stacji w Czechach i pewnym było, że to przez kwestie sympatii, a raczej jej braku...
Ale abstrahując już od spraw pretensji historycznych muszę przyznać, że Czesi, z którymi miałam do czynienia nie należeli do gościnnych. Byli mało sympatyczni, zblazowani, a do tego mieliśmy ogromne problemy komunikacyjne. Angielski kulał nawet w restauracji i mówię tu o podstawach podstaw, a obsługiwali nas naprawdę młodzi ludzie. Rad nie rad ratowaliśmy się polskim, w końcu brzmi podobnie, ale na pytanie "Do której otwarty jest sklep?" Pani spytała czy szukamy lekarza... Nie jestem pewna z czego to wynika, bo w Pradze naprawdę można było porozumiewać się wymianą polsko-czeskich słów.

Muszę przyznać, że do tego wyjazdu podeszłam niezwykle ugodowo. Byłam już tak bardzo zmęczona, że potrzeba zmiany otoczenia okazała się nadzwyczaj silna. Chyba pierwszy raz w życiu miejsce wyjazdu było mi tak bardzo obojętne, że nawet nie obejrzałam zdjęć miasta w Internecie... i może to był błąd. Do Brna dotarliśmy w środę wieczorem, ale na zwiedzanie wybraliśmy się dopiero w czwartek po południu. Mieliśmy spędzić tu trzy pełne dni choć w zupełności wystarczyłby nam na to jeden. Postanowiliśmy, więc hojnie poświęcić miastu dwie doby, a ostatnią przeznaczyć na zwiedzanie przepięknego zamku w Lednicy. Myślę więc, że w tym jednym wpisie bez problemu pokażę Wam całe Brno.

Choć Polacy bardzo wysoko oceniają Czechów w rankingu na sympatie narodowe, ja mam nieco odmienne zdanie niż współrodacy. Nie od dziś wiadomo, że Czesi ciągle pamiętają nam rozbiór z 1938 i akcje, którą powtórzyliśmy równo trzydzieści lat później w Pradze. Osobiście nie do końca rozumiem wszelkie pretensje narodowe w jakich nadal są różne kraje (w tym Polska) ponieważ to co było dotyczy kompletnie nieaktulanych pokoleń. Cóż, trudno żebym przepraszała za grabieże pierwszych Piastów, a mnie ktoś za inne krzywdy narodowe. Tak, więc nie potrafię pojąć dlaczego wielu Czechów chłodno traktuje młodych Polaków. Do tej pory pamiętam opowieść nauczycielki historii o tym jak przed wycieczką ze szkoły, w której się uczę, zamknięto toaletę na stacji w Czechach i pewnym było, że to przez kwestie sympatii, a raczej jej braku...
Ale abstrahując już od spraw pretensji historycznych muszę przyznać, że Czesi, z którymi miałam do czynienia nie należeli do gościnnych. Byli mało sympatyczni, zblazowani, a do tego mieliśmy ogromne problemy komunikacyjne. Angielski kulał nawet w restauracji i mówię tu o podstawach podstaw, a obsługiwali nas naprawdę młodzi ludzie. Rad nie rad ratowaliśmy się polskim, w końcu brzmi podobnie, ale na pytanie "Do której otwarty jest sklep?" Pani spytała czy szukamy lekarza... Nie jestem pewna z czego to wynika, bo w Pradze naprawdę można było porozumiewać się wymianą polsko-czeskich słów.

Muszę przyznać, że do tego wyjazdu podeszłam niezwykle ugodowo. Byłam już tak bardzo zmęczona, że potrzeba zmiany otoczenia okazała się nadzwyczaj silna. Chyba pierwszy raz w życiu miejsce wyjazdu było mi tak bardzo obojętne, że nawet nie obejrzałam zdjęć miasta w Internecie... i może to był błąd. Do Brna dotarliśmy w środę wieczorem, ale na zwiedzanie wybraliśmy się dopiero w czwartek po południu. Mieliśmy spędzić tu trzy pełne dni choć w zupełności wystarczyłby nam na to jeden. Postanowiliśmy, więc hojnie poświęcić miastu dwie doby, a ostatnią przeznaczyć na zwiedzanie przepięknego zamku w Lednicy. Myślę więc, że w tym jednym wpisie bez problemu pokażę Wam całe Brno.
Hotel Vista, w którym się zatrzymaliśmy miał idealne położenie bowiem do centrum jechało się raptem 10-15 minut tramwajem odchodzącym kilka metrów dalej. Pierwszym punktem naszej wycieczki była katedra Św. Piotra i Pawła ulokowana na wzgórzu Petrov. Ciekawostką jest, że zegar kościoła wybija południe o godzinie jedenastej. Historia ta sięga czasów wojny trzydziestoletniej kiedy Szwedzi postanowiwszy odpuścić oblężenie miasta w południe zostali podsłuchani przez przeciwnika. Ten doniósł informacje czeskim dowódcom, a Ci wpadli na pomysł aby wybić 12:00 godzinę wcześniej. Na pamiątkę tego wydarzenia zegar już zawsze wybijał południe punkt 11:00.







Kolejnego dnia dotarliśmy do nieco bardziej klimatycznych miejsc Brna podczas gdy kierowaliśmy się do willi Low Beer. Domostwo należało do rodziców Grete Tugendhat, którzy znacznie wpłynęli na rozwój przemysłu w Brnie. Wnętrze willi robiło wrażenie, zwłaszcza jasne, ozdobne wejście przy którym urządziłyśmy sobie z kuzynką kilkunastominutową sesję zdjęciową. Niestety z wszystkich pomieszczeń tylko jeden pokój okazał się wart uwagi - umeblowany ciężkimi meblami, wypełniony intensywnym cykaniem zegara. Z tyłu domu znajdował się również niewielki ogród, z którego widać komiczne ulokowanie willi pomiędzy blokami mieszkalnymi.


Droga do drugiej willi prowadziła przez naprawdę urokliwe przejście pomiędzy kamienicami.





......................................................................................................
A jak Tobie podoba się Brno?
Fotografie we wpisie: kolekcja własna



14 komentarze
Obszerne i ciekawe są Twoje podróże :) Uszanowanko!
OdpowiedzUsuńWidzę, że TripAdvisor nie kipi raczej od rewelacji z Brna, więc najwyraźniej Twoja opinia pokrywa się z głosem większości internautów. Sądziłem, że jest ono bardziej godne uwagi. Moje jedyne skojarzania z tym miastem to zarys katedry na odwrocie monety (10 CZK) i powieść "Żart" Kundery, która właśnie tam się częściowo rozgrywa. Swoją drogą, tę ostatnią zdecydowanie polecam. :)
OdpowiedzUsuńŚwietne zdjęcia. W Polsce lubią się z nich śmiać, że pepiczki, przynajmniej moi rodzice zawsze tak na nich mówili, znowu mam znajomego w Czechach i tłumaczył mi przy okazji gdy pytałam się dla znajomej co warto z Czech przywieźć dostałam odpowiedź pt. nic - nawet absynt? - no dobra absynt, ale przy okazji też rozpoczęła się dyskusja o tym, że oni nas w sumie słabo oceniają i mają tą samą tendencje co w Polsce - niemieckie produkty są bardzo dobre, a polskie czy inne zagraniczne bardzo złe. W Brnie byłam tylko przejazdem, ale mam wrażenie, że Brno sporo, bo Praga zasłania urokiem, stoją w cieniu Pragi niestety :)
OdpowiedzUsuńKobieta na parapecie intrygująca, a pomnik Wacława rewelacyjny :-) Nie byłam, nie widziałam, ale skoro odradzasz to coś musi w tym być ;-)
OdpowiedzUsuńByłąm w Brnie tylko przejazdem i bardzo ubolewałam, że nie miałam okazji go tak porządnie zwiedzić. A tutaj takie zaskoczenie. Może i lepiej właśnie, że się tam na dłużej nie wybrałam. Choć nie ukrywam, że Habsburgami interesuję się bardzo i ten zamek z chęcią bym odwiedziła.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Lubię czeskie miasteczka bo w większości mają sporo do zaoferowania. Zazwyczaj poświęcam im góra 6 godzin. W tym jest zwiedzanie, przerwa na jakąś sałatkę. Czesi robią pyszne i przeróżne. Dwa dni w Brnie? wybacz mi, to koszmar. Tam można się zanudzić.
OdpowiedzUsuńTy też masz słabość do budowli sakralnych w stylu gotyckim? Gdy porównam katedry francuskie albo angielskie to berneńska jest bardzo skromniutka. Na mnie niesamowite wrażenie zrobiły tylko: Krypty Klasztoru Kapucynów, przy Kapucínské náměstí oraz Spielberg.
Serdecznie pozdrawiam:)
W Czechach byłam, jednak tylko w Pradze, Brno nie jest mi znane. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się architektura, te czerwone dachy których jest więcej to coś co będąc parę lat temu w Pradze przykuło moją uwagę i do tej pory gdy widzę taki widok, przychodzą mi na myśl miłe wspomnienia :) Rzeczywiście też nie pomyślałabym że to domostwo mogłoby być na liście UNESCO, nie widzę tam nic specjalnego i skoro ty będąc tam też tego nie dostrzegłaś, to tym bardziej tego nie rozumiem :D Tego więzienia chyba bałabym się odwiedzić, takie miejsca mnie przerażają, więc trzymam się od nich z daleka. :) Pozdrawiam, Darin Kr.
OdpowiedzUsuńW Czechach byłam kilka razy, ale najbardziej podobało mi sie na Morawach, nie zwiedzaliśmy jednak miast, a Morawski Kras, przepiękne jaskinie, każda innej urody. Przepiękne też maja zamki i pałace, niektóre lepiej prezentowane turystom, niż nasze. Nie lubię gastronomii czeskiej, nie smakują mi dania i obsługa też dziwna, ale może miałam pecha...
OdpowiedzUsuńTeraz jadę do czesko-saksońskiej Szwajcarii za podszeptem Hegemona:-)
A to dziwne, bo mnie, Brno pokazane Twoimi oczami, nawet całkiem się podobało.... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńSzkoda, że miasto Cię rozczarowało, bo na zdjęciach wydaje się być naprawdę warte odwiedzin ;)
OdpowiedzUsuńNiezwykła z Ciebie dziewczyna :) Zdjęcia są bardzo piękne i ciekawe, miło mi było je pooglądać i poczytać to co czujesz i co widzą Twoje oczy. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia. Piszesz, że Brno jest nijakie, ale na Twoich fotografiach wygląda całkiem interesująco:)
OdpowiedzUsuńZ Twoich zdjęć Karolino, bije piękno Brna, że gdybyś nie napisała, że jest nijakie, to pomyślałabym,że jest fantastycznym miastem do zobaczenia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Dzięki za wycieczkę. Miło się z Tobą podróżuje :)
OdpowiedzUsuńTwoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))