W SZCZESLIWYM MIEJSCU, WSROD SZCZESLIWYCH LUDZI - MAJOWKA W SWINOUJSCIU
21:45
Przez pół życia byłam zdeklarowaną przeciwniczką wyjazdów nad polskie morze. Mówiłam zdecydowane NIE dzikim tłumom na promenadzie, rozwrzeszczanym dzieciakom, psom biegającym samopas po plaży, lodowatemu morzu i straganom z asortymentem godnym jarmarku w dzień odpustu. W dużym skrócie; nie miałam ochoty stworzyć jedności z turystami, którzy weszli w posiadanie sportowych sandałów oraz gofrów z bitą śmietaną... I nagle ni stąd ni zowąd odrzuciłam wszystkie inne możliwości spędzenia tegorocznej majówki i wyjechałam nad Bałtyk gdzie w najlepsze wtopiłam się w tłum nadmorskich urlopowiczów. Choć muszę przyznać, że mój turystyczny indywidualizm nadal trzyma mnie z dala od sandałów i gofrów, to już dla mnie zbyt drastyczny level up.
Nie wiem co dokładnie wywołało tę niezwykłą zmianę nastawienia, ale jedno jest pewne; starzeję się. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mam dość wielkiego miasta? Obrzydł mi hałas, tłok, pośpiech, gnanie za celami i postanowieniami... Męczy mnie to wszechobecne napięcie i stres, który już chyba wdychamy razem z powietrzem. I tak się wszyscy nim dławią i godzą na to dławienie. A przecież istnieje inna droga, można żyć spokojniej, tak jak żyją ludzie z nadmorskich kurortów. A jednak pan z hotelowej recepcji powiedział otwarcie, że miasto funkcjonuje w taki a nie inny sposób, wyłącznie w sezonie i młode osoby chcą uciekać w stronę metropolii. Tak więc oni tam, a my tu. No i mamy impas.


Doszłam więc do wniosku, że potrzebne nam są nadmorskie kurorty niosące ze sobą stragany z tandetną biżuterią, budki z kręconymi lodami, salony gier ze stołami do cymbergaja. Bo to wszystko sprawia, że czas płynie trochę wolniej, a człowiek oducza się tego ciągłego szukania celu, o którym już kiedyś pisałam. To miasto to po prostu szczęśliwe miejsce, ze szczęśliwymi ludźmi. A przecież nie można być ponadto jeśli chodzi o szczęście, prawda?

Czy tylko mnie tak bardzo przerażają mewy czy to naturalny lęk?
Akurat przy okazji tegorocznej majówki załapałam się na koncert Power of trinity. Do tej pory kojarzyłam tylko jedną piosenkę zespołu, więc miałam okazję nadrobić zaległości. Niestety koncert był totalnie pozbawiony jakiejkolwiek energii ze względu na publiczność, która albo stała sztywno jakby połknęła kij od miotły, albo rozsiadła się na ławkach zupełnie jakby przyszła na występ Hanki Ordonówny, a nie rockowej kapeli. Mimo wszystko szacunek dla chłopaków, ponieważ starali się pobudzić zmęczoną publikę. Czy im się w końcu udało, nie wiem bo zwiałam robić zdjęcia zachodowi słońca.






6 komentarze
so great :) kisses:)
OdpowiedzUsuńhttp://www.itsmetijana.blogspot.com/
Fantastyczne zdjęcia <3
OdpowiedzUsuńPiekne okolice! Rewelacyjne zdjecia!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.ch/
Polskie morze zawsze kojarzyło mi się z tłumem ludzi, nie sądziłam, że może tam być tak ładnie:)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia! Mają klimat :)
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))